Dojazd do pracy to stały koszt, który rzadko ktoś liczy w skali roku. Paliwo, parking, bilet miesięczny – każda z tych pozycji wydaje się niewielka, ale razem potrafią zjeść kilka tysięcy złotych. Dojazd do pracy rowerem nie sprawdzi się na każdej trasie, ale tam, gdzie się sprawdza, zwraca się szybciej, niż się wydaje.
Ile kosztuje dojazd samochodem
Weźmy prosty przykład: 10 km do pracy w jedną stronę, czyli 20 km dziennie i około 400 km w miesiącu przy 20 dniach roboczych. Auto, które w mieście pali orientacyjnie 7 l na 100 km, zużyje na te trasy około 28 l paliwa. Przy cenie 6–7 zł za litr to 170–200 zł miesięcznie, a więc ponad 2000 zł rocznie – i to wyłącznie za paliwo.
Do tego dochodzą koszty, o których łatwo zapomnieć:
- parking w centrum, który w wielu miastach kosztuje kilkaset złotych miesięcznie, jeśli firma go nie zapewnia,
- szybsze zużycie opon, klocków i oleju przy krótkich miejskich trasach,
- spadek wartości auta, które przejeżdża więcej kilometrów,
- czas stracony w korkach, który też ma swoją cenę.
Komunikacja miejska wychodzi taniej, ale bilet miesięczny w dużym mieście to nadal wydatek rzędu kilkuset złotych rocznie, a dojazd z przesiadkami bywa dłuższy niż rowerem.
Ile kosztuje dojazd do pracy rowerem
Rower do miasta nie musi być drogi. Solidny używany egzemplarz kupisz za 800–1500 zł, nowy rower miejski lub trekkingowy zwykle za 2000–4000 zł. Do tego zapięcie, lampki i błotniki – razem kilkaset złotych jednorazowo.
Bieżące koszty są niskie. Przegląd w serwisie raz w roku, nowy łańcuch, dętki i klocki hamulcowe to orientacyjnie 300–600 zł rocznie przy codziennych dojazdach. Jeśli porównasz to z samym paliwem, używany rower zwraca się w kilka miesięcy, a nowy zwykle w ciągu pierwszego roku. Nawet gdy jeździsz rowerem tylko od kwietnia do października, a zimą wracasz do auta lub autobusu, rachunek nadal wychodzi na plus.
Jaki rower wybrać do dojazdów
Do pracy najczęściej sprawdza się rower trekkingowy lub miejski: ma błotniki, bagażnik na sakwę i wygodną, wyprostowaną pozycję. Dzięki temu nie musisz wozić laptopa na plecach i nie przyjeżdżasz do biura z mokrym paskiem błota na plecach. Elektryk ma sens przy dłuższych trasach albo stromych podjazdach, kiedy chcesz dojechać bez zmęczenia.
Jeśli zastanawiasz się, jaki rower kupić, żeby był lekki, szukaj aluminiowej ramy i zrezygnuj z amortyzatora, który w mieście rzadko się przydaje, a dokłada wagi. Rower miejski ze stalową ramą i koszykiem waży orientacyjnie 17–20 kg, lżejszy trekking albo rower crossowy zwykle kilka kilogramów mniej. Różnicę poczujesz najbardziej wtedy, gdy rower trzeba wnosić po schodach do piwnicy lub mieszkania.
Część osób, które przekonają się do roweru na dojazdach, po jakimś czasie zaczyna myśleć o czymś szybszym na weekendowe trasy. Zanim wydasz kilka tysięcy, dobrze uczciwie porównać typy rowerów – czy rower szosowy jest dla ciebie, zależy głównie od tego, po jakich drogach jeździsz i czy potrzebujesz bagażnika. Do codziennego dojazdu z torbą szosówka rzadko jest pierwszym wyborem.
Co na to zdrowie
Światowa Organizacja Zdrowia zaleca dorosłym 150–300 minut umiarkowanej aktywności fizycznej tygodniowo. Jeśli jedziesz do pracy 20 minut w każdą stronę przez pięć dni, masz 200 minut tygodniowo – czyli zalecenie spełnione bez wizyty na siłowni i bez szukania dodatkowego czasu.
Duże badania obserwacyjne wiążą regularne dojeżdżanie rowerem do pracy z mniejszym ryzykiem chorób serca. Takie badania nie dowodzą wprost, że to rower chroni, bo osoby jeżdżące rowerem mogą różnić się też w innych nawykach, ale wyniki są spójne. W praktyce wiele osób zauważa też lepszy sen i mniej stresu po drodze do domu niż po godzinie w korku.
Jeśli masz problemy z sercem, stawami lub dawno nie ćwiczyłeś, przed regularnymi dojazdami skonsultuj się z lekarzem. Zacznij od dwóch–trzech dni w tygodniu i spokojnego tempa, przy którym możesz swobodnie rozmawiać.
Jak firma może w tym pomóc
Dla pracodawcy rowerzyści to zwykle mniejsze zapotrzebowanie na miejsca parkingowe, a koszt infrastruktury rowerowej jest niewielki w porównaniu z utrzymaniem parkingu dla aut. Najwięcej dają proste rzeczy:
- zadaszony i zamykany stojak, najlepiej w zasięgu kamery,
- prysznic albo choćby szatnia z szafkami,
- miejsce na suszenie odzieży w deszczowe dni,
- elastyczne godziny pracy, dzięki którym można ominąć szczyt komunikacyjny.
Część firm organizuje też wewnętrzne wyzwania rowerowe albo współpracuje z serwisem, który raz na sezon przyjeżdża na przeglądy. To niewielki koszt, a wyraźny sygnał, że dojazdy rowerem są mile widziane.
Czy 20 km do pracy rowerem to dużo?
Dla osoby, która dopiero zaczyna, 20 km w jedną stronę to dużo, dla kogoś, kto jeździ regularnie – dystans do zrobienia, choć raczej nie codziennie. W spokojnym tempie 18–20 km/h to około godziny jazdy w każdą stronę, czyli dwie godziny dziennie. Rozsądniej zacząć od jednego–dwóch takich dojazdów w tygodniu, a w pozostałe dni jechać autem lub komunikacją. Przy takiej trasie prysznic w pracy i zapasowa odzież przestają być wygodą, a stają się warunkiem.
Kiedy rower się nie opłaca
Uczciwie trzeba przyznać, że nie każdy dojazd nadaje się na rower. Przy trasie powyżej 15–20 km w jedną stronę, bez możliwości przebrania się w pracy, codzienne dojazdy szybko stają się męczące. Trudno też dowozić dzieci do przedszkola po drodze, jeśli nie masz fotelika lub przyczepki. Zimą, przy oblodzonych drogach i krótkim dniu, rozsądnie jest przesiąść się do komunikacji miejskiej.
Dobrym kompromisem bywa traktowanie roweru jako jednego z kilku środków transportu: rower do stacji kolejowej, a dalej pociąg. Wiele miast ma parkingi rowerowe przy dworcach, a niektóre linie pozwalają przewozić rower.
Dojazd rowerem przy dystansie do 10–15 km w jedną stronę zwykle oszczędza w porównaniu z autem od około 2000 zł rocznie w górę i przy okazji zapewnia zalecaną dawkę ruchu. Najprościej zacząć od używanego roweru z błotnikami i bagażnikiem oraz od kilku dni w tygodniu, a resztę rozliczyć po pierwszym sezonie.